Evgeni Smagin & Polina Kazatchenko - "Petersburskie tajemnice"
Jewgienij Smagin i Polina Kazaczenko: „Petersburskie tajemnice”

Wywiad z Jewgienijem Smaginem i Poliną Kazaczenko odbył się w marcowym Petersburgu, w lekkim przeczuciu wiosny. I choć Newa ciągle jeszcze była skuta lodem, niebo się chmurzyło, a od strony Zalewu Fińskiego wiał przeszywający wiatr, w przytulnej petersburskiej kawiarence z Jewgienijem i Poliną było jakoś tak spokojnie i jasno. Nie można ich było speszyć nawet najbardziej podstępnymi pytaniami: na każde z nich odpowiadali uczciwie, z rozluźnieniem i bez najmniejszej aluzji do patosu. Dwie godziny minęły niezauważalnie, kolejny raz potwierdziło się, że Petersburg ze swoją spokojną majestatycznością w jakiś magiczny sposób oddziałuje na wszystkich swoich gości i mieszkańców...
Jewgienij Smagin
Znak Zodiaku – Byk. Rodowity peterburżanin, co od razu widać po jego spokojnym i rytmicznym sposobie mówienia, nienagannym stylu ubierania się i eleganckim manierom. Rozważny, pewny siebie, poważny. Przekonany, że „widz – to najlepszy sędzia”.
Polina Kazaczenko
Znak Zodiaku – Skorpion. Otwarta, emocjonalna, niezależna. Odpowiedzialna i wymagająca wobec siebie. Uwielbia zwierzęta domowe, od dawna marzy, by mieć wielkiego psa i królika. A na razie z Żenią mają na dwójkę pudla, cocker-spaniela i nawet chomiczka.
Polina zaczęła tańczyć w wieku dziesięciu lat w Krasnojarsku w klubie Jeleny i Walentina Jacenko. Na zajęcia taneczne przyprowadził ją tata, który zatroszczył się o właściwą postawę córki. Pierwszym partnerem Poliny został Władimir Filippow. Po dwóch tygodniach wystartowali na turnieju: „Niczego nie wiedziałam o konkursach. Był to dla mnie duży stres. Pamiętam, że strasznie się przejęłam, kiedy się dowiedziałam, że na turniejach tańczy się przez zajście i że po tańcu trzeba zrobić ukłon. Po prostu nikt mi o tym nigdy nie mówił”.
Tym nie mniej sukcesy przyszły dość szybko: w Juniorach-2 Polina i Władimir byli zwycięzcami Mistrzostw Rosji w 10 tańcach i programie europejskim, potem – niejednokrotnymi finalistami międzynarodowych turniejów w kategorii „Młodzież” i „Dorośli”. Jednak po 10 latach para Fillipow-Kazaczenko mimo wszystko się rozpadła. Jak mówi Polina, ten proces był bolesny dla obojga, choć teraz ich stosunki znów są już przyjacielskie.
Jewgienij zaczął tańczyć w wieku dziewięciu lat. Decyzję o trenowaniu tańca, jak przyznaje, podjął zupełnie samodzielnie: „Na taniec przyszedłem sam. W swoim czasie zawzięcie zajmowałem się choreografią, ale w pewnym momencie to rzuciłem, co oczywiście nie spodobało się mamie. W wieku dziewięciu lat postanowiłem pójść na taniec razem ze swoim kolegą z klasy i rodzice oczywiście się cieszyli, taniec towarzyski zawsze im się podobał. Kiedy zaczynałem tańczyć, nikogo nie interesowałem. Po prostu mi powiedziano: powtarzaj ruchy i powtarzałem. Pamiętam: wszyscy tańczą w parach, a ja biegam naokoło nich w adidasach i próbuję coś zapamiętać”.
Ale nie minęły nawet trzy miesiące jak Żenia wziął udział w swoim pierwszym konkursie i wyprzedził te pary, u których się niedawno uczył. Całe siedem lat, które do wyjazdu do Anglii Jewgienij tańczył w Rosji, trenował w klubie Jewgienija i Swietłany Gawriłowych. To właśnie tam przyszły do niego pierwsze duże sukcesy, bardziej znaczące, co może dziś dziwić, w programie europejskim. Co prawda, jak przyznaje Jewgienij, trochę chłodnej „Europy” nigdy nie lubił, mimo tego, że tańczył ten program długo – aż do przejścia do kategorii Młodzież.
- Jewgienij, powiedział Pan, że wytrwale trenował w dzieciństwie choreografię. Czy umie Pan zrobić imponujące rozciągnięcie baletowe w postaci szpagatu poprzecznego?
Jewgienij: Jestem dość plastyczny, ale co się tyczy jakichś ekstremalnych rozciągnięć, to się nie pochwalę (uśmiecha się). Także teraz trenuję choreografię. Czasami czujesz, że musisz się troszkę zająć jogę, troszkę baletem. Nie dlatego, że to tak bardzo pomoże, ale dlatego, żeby poczuć odczucia ciała.
- A „jazzem” nigdy się Pan nie zajmował?
Jewgienij: Na razie nie. Bardzo niedawno rzeczywiście chciałem zająć się jazzem, potrenować, ale na razie pozostaje to w planach.
- Ile czasu przeznaczacie na treningi?
Jewgienij: Staramy się oczywiście trenować codziennie...Gdzieś po dwie godziny. W zasadzie, tyle wychodzi. Oczywiście, bardziej intensywnie trenujemy przed turniejami. A w pozostałym czasie – jeśli nie ma natchnienia, lepiej nie trenować.
- Czy takie podejście do treningów to Pana zagraniczne doświadczenie? Wydawało mi się, że rosyjscy tancerze spędzają na salach godziny... 
Jewgienij: Wie Pani, na odwrót. Kiedy byłem w Anglii, czasami trenowaliśmy po siedem, po dziewięć godzin, dlatego że byliśmy wolni i niczym innym się nie zajmowaliśmy. Nie pracowałem tam, nie miałem przyjaciół i cały swój czas oddawałem tańcowi. Mój rozkład dnia był bardzo prosty: fitness i studio. I to wszystko. A tu, w Petersburgu, wszystko jest inaczej. Mamy piękne miasto, jest w nim dużo ciekawego i niepoznanego, chce się także poświęcać czas życiu prywatnemu. Oprócz tego jeszcze dość dużo tu pracuję: średnio sześć godzin dziennie.
- A z jakimi kategoriami wiekowymi tancerzy Pan pracuje?
Jewgienij: Zazwyczaj, zaczynając od Juniorów. Były oczywiście chwile, kiedy trenowałem z małymi dziećmi, ale mimo wszystko wydaje mi się, że aby trenować z nimi, potrzebny jest szczególny talent. To nie dla mnie. Mimo wszystko w pracy chce się odkrywać i odkrywać taniec w wielu kierunkach.
- Czy osiągnął Pan już jakieś sukcesy w działalności pedagogicznej?
Jewgienij: Mam bardzo dużo utalentowanych dzieciaków, ale nie wszyscy, jak Pani rozumie, mogę osiągnąć dobre wyniki.
- Niemożliwość zdobycia zasłużonego wyniku – to palące pytanie dla wielu tancerzy. Z pewnością, jest ono aktualne także dla Was, przecież już kilka lat z rzędu pomijacie Mistrzostwa Rosji. Wielu rozumie – dlaczego, ale mimo wszystko ciekawie byłoby usłyszeć Pana punkt widzenia...
Jewgienij: Myślę, że moje zdanie będzie zgodne ze zdaniem większości. Rozwijamy się, szukamy siebie, swojego tańca, ale proszę uwierzyć, trudno znaleźć swoje miejsce w życiu bez znajomości „miejscowości”.
(W tej chwili do wywiadu przyłącza się troszkę spóźniona Polina – J.K.) Po prostu nie jesteśmy przekonani, czy, że tak powiem, „wpisujemy” się w listę liderów. Z wielu powodów. Oczywiście, teraz staramy się tańczyć więcej turniejów. I myślę, że w przyszłym roku będziemy na Mistrzostwach Rosji.
Byłem niedawno na waszej stronie i widziałem, jak ktoś napisał w komentarzach, że „święto jest tylko raz w roku, kiedy Smagin tańczy „Ritm”” (uśmiecha się – J.K.). W ostatnim czasie, co prawda, rzadko tańczyłem w Rosji. Tym nie mniej zauważyliśmy z Poliną, że najlepiej tańczy nam się właśnie w Moskwie. Nie wiem, dlaczego. Tańczyliśmy niedawno na „Krysztale” i publiczność tak nas ciepło przyjęła, jak na żadnym innym turnieju.
- W ogóle bardzo Was lubią. W rosyjskich tańcach to raczej wyjątek niż reguła...
Jewgienij: Być może dlatego, że nieczęsto występujemy i jeszcze się nie „przejedliśmy”.
Polina: Widzimy, że podobamy się ludziom, czujemy ich wsparcie i dlatego na pewno w Moskwie tańczy nam się swobodnie i lekko.
- A jak tańczy się na angielskich turniejach, na których często bywacie?
Jewgienij: Po prostu proszę sobie wyobrazić. Tańczy Pani na angielskich turniejach, a na całym obwodzie parkietu siedzą najwięksi tancerze. Oni oczywiście nie machają chorągiewkami, nie krzyczą, ale uważnie, oceniająco patrzą na ciebie, czasami starając się nawet nie uśmiechać. Szczególnie odczuwa się to na International, gdzie wychodzisz z piwnicy, muzyka już się zaczyna, a ciebie dopiero wypuszczają. Jest takie wrażenie, że jesteśmy gladiatorami, których wypuszcza się na arenę. Oślepia cię jaskrawe światło, niczego nie rozumiesz, gdzie jest krótka, gdzie dłuższa strona...
Polina: Jakbyś tańczył na arenie cyrku. Jest odczucie napięcia.
Jewgienij: W ciągu całej swojej tanecznej praktyki, nie udało mi się poczuć International. Z angielskich turniejów bliższy pod względem odczuć jest mi UK. Jest bardzo wygodny pod względem planu, dlatego że w środku dnia jest przerwa: można się rozluźnić, zjeść, a nie tańczyć rundę za rundą.
- A Blackpool?
Jewgienij: Blackpool – jak się uda. Na Blackpool bardzo ważne jest uchwycenie i odczucie nastroju i kurażu. W zeszłym roku wyszło dobrze, mimo tego, że tańczyliśmy dwa dni i w sumie zatańczyliśmy osiem rund. Przed finałem po prostu jakiś drugi oddech złapałem.
Polina: Chociaż zazwyczaj do finału nie zawsze „dożywam”. Ale tam znalazłam w sobie siły, mimo że muzyka na Blackpool długo gra...
Jewgienij: Akurat! Pamiętasz, jak mówiłaś po cha-cha, że „umierasz”? (uśmiecha się).
Polina: Ale potem złapałam drugi oddech! (śmieje się).
Jewgienij: Uratowało nas tylko to, że orkiestra zagrała nawą sambę, która bardzo się nam podoba. Pomogło nam to także pozostałe tańce zatańczyć emocjonalnie.
-Myślę, że dla wielu osób ciekawie będzie się dowiedzieć, jak trenujecie...
Polina: Nie mamy jakichś szczególnych sekretów. Ale wydaje mi się, że kiedy trenujesz, lepiej jest myśleć „głową”, niż po prostu ćwiczyć po pięć-siedem godzin, z dnia na dzień. Im lepsza świadomość, tym lepiej wychodzi. Najwięcej tracisz, kiedy przestajesz szukać.
- Tańczycie przeglądy?
Polina: Nie. Nie tańczymy jako takich. Nie tańczymy pięć tańców pod muzykę. Jeśli nie wyszło – możemy się zatrzymać, coś przeanalizować.
Jewgienij: Teraz nawet zorganizowaliśmy w klubie „Wisteria” otwarte warsztaty na podobieństwo tych, które są w Anglii. Chcielibyśmy ćwiczyć razem z innymi parami, chciałoby się, żeby w sali była dobra atmosfera. W Sankt Patersburgu jest wystarczająco dużo dobrych par i chociaż na warsztaty nie przychodzi ich zbyt dużo, to mamy nadzieję, że z czasem sytuacja się zmieni.
- A z kim trenujecie?
Jewgienij: Trenujemy z wieloma angielskimi pedagogami, ale nasz podstawowy pedagog to Margaret Redmond. Trenuję z nią od szesnastego roku życia, Polina też z nią trenowała, kiedy tańczyła w parze z Wową.
- A dlaczego właśnie ten pedagog? Co ona Wam daje?
Jewgienij: Ona po prostu mówi nam prawdę. Każda para ma z pewnością takiego pedagoga, z którym jest w bardzo bliskich kontaktach. To taki pedagog, który czuje się na siłach powiedzieć ci czasem nawet przykre rzeczy, których nikt inny ci po prostu nie powie. Trenujemy także dość dużo z Graham Oswik, Hansem Galke. Teraz zaczęliśmy trenować z Bryan’om Watsonem i Carmen. Znaleźliśmy takie połączenie trenerów, którzy zajmują się dosyć różnymi rzeczami, ale to połączenie działa i daje nam prawidłowy kierunek rozwoju.
- Jak moglibyście scharakteryzować ten styl, ten wizerunek, który próbujecie zanieść publiczności?
Polina: Wydaje mi się, że nasz styl jest dość niepowszedni. Nie dlatego, że jesteśmy szczególni, a dlatego że pary podążają teraz w trochę innym kierunku, poświęcają uwagę innym aspektom.
Jewgienij: Wydaje mi się, że nasz taniec może zrozumieć tancerz: zobaczyć technikę, pracę ciała. Zwykłemu widzowi może się on wydać nudny. Oczywiście pracujemy nad tym, staramy się zanieść do widzów charakter każdego tańca. Ale nie jest dla nas priorytetem show, chcemy donieść taniec poprzez pracę ciała. Czytam komentarze na waszej stronie i zgadzają się one z moimi odczuciami. Mówi się, że nasz taniec jest spokojny, pełen rytmu, odczucia w ciele, prowadzenia. Trudno jest ocenić swój styl, myślę, że po prostu robimy to, co umiemy. Każdy tancerz robi to, co umie: nie stara się stworzyć jakiegoś obrazka, a prezentuje swoje możliwości w 100 procentach.
- Bardzo akcentujecie taniec w parze?
Jewgienij: Tak, tak jest. Nie wszystkie turnieje, na których tańczymy, charakteryzują się dużym wsparciem widzów. Czasem przychodzi tańczyć przy pustych trybunach, dla sędziów. Dlatego wolę tańczyć z wewnątrz, znaleźć w sobie harmonię, a już potem zanieść coś widzom.
- A jaki jest Wasz stosunek do modnego obecnie pomysłu improwizacji?
Polina: Żenia dużo improwizuje, szczególnie gdy ma dobry nastrój...
Jewgienij: Nie tańczę tego, co teraz nazywa się improwizacją – te „bajery”, „ozdoby”. Dla mnie improwizacja to to, kiedy jesteś sam i ten sam krok możesz po prostu różnie wykonać, to znaczy poprzez odczucia. Dla mnie fiszki – to niuanse ruchu w ciele, rytm. Jeśli popatrzeć na wielkich tancerzy, takich jak Bryan Watson, Sławik Krikliwyj, u nich te niuanse są na przestrzenia całej choreografii. I jest to interesująco, choć także trudne.
- Co jest Wam potrzebne, żeby komfortowo czuć się na turnieju?
Jewgienij: Na turnieju najważniejszy jest dla nas właściwy nastrój. Rozluźnienie.
Polina: Im bardziej jesteśmy rozluźnieni, tym lepiej się czujemy. Im jesteś spokojniejszy, im bardziej tańczysz dla siebie, tym lepiej. Jak tylko zastanawiasz się nad tym, jak by zatańczyć coś takiego, żeby kogoś zadziwić, nigdy nic z tego nie wychodzi. Być może komuś się to uda, ale nie nam.
- A czy jest Wam znane zdenerwowanie przed startem na turnieju?
Polina: Oczywiście, przy tym czasami wydaje mi się, że u Żeni jest czasem większe niż u mnie. Potem przechodzi ono na mnie i zaczynam się denerwować na parkiecie. Pierwszy taniec na turnieju – to dla mnie po prostu koszmar.
Jewgienij: Chciałbym popatrzeć na tego człowieka, który się nie denerwuje na turnieju. Wszyscy sportowcy, nawet wielcy, się denerwują. Wydaje mi się, że kiedy zanika u ciebie przedstartowy stres, to można już kończyć, dlatego że jest ci wszystko jedno.
- Jakie cechy pomagają Wam zdobyć sukces w tańcu? Ukierunkowanie na cel, wytrwałość?
Polina: Wydaje mi się, że wytrwałość, ukierunkowanie na cel oczywiście pomagają, ale nie to jest najważniejsze. W pierwszej kolejności ważne, żeby kochać taniec. Przecież tracimy na tańce praktycznie każdy dzień i często ta miłość przepada. Wydaje mi się, że wielu kończy tańczyć, dlatego że się męczą, dlatego że to się „przejada”. Dlatego wydaje mi się, że najważniejsze, żeby pociąg do tańca pozostawał.
Jewgienij: Wydaje mi się, że pomaga mi...moje ciało. Myślałem o tym, dlaczego tak mi się podoba tańczenie, dlaczego otrzymuję z tego taką rozkosz. Po prostu kiedy udaje ci się coś z siebie wyciągnąć, zrobić coś takiego nierealnego, rozumiesz [wtedy]: „zuch ze mnie!” (śmieje się). Z pewnością, to jest szczęście, gdy wychodzi.
- Widziałam wasz występ pokazowy na Pucharze Kremla, organizowanym przez RTS (Rosyjski Związek Taneczny). Nie macie planów, by przejść do zawodowców?
Jewgienij: Na razie nie. Myślę, że ta decyzja powinna przyjść sama. Wtedy, gdy będzie świadoma. Teraz interesuje nas tańczenie w amatorach, mamy określone cele, do których dążymy. Mam zaledwie 24 lata, Polina – zaledwie 21 i uważam, że jest dla nas jeszcze za wcześnie do zawodowców.
- Pomówmy trochę o relacjach w parze. Polina, dawno zna Pani Żenię?
Polina: Z Żenią znamy się od dawna, cztery lata temu zaczęliśmy się spotykać, półtora roku tańczymy razem...
- Żenia, miałeś przecież dużo partnerek. Jak czujesz się z Poliną?
Jewgienij: W naszej parze jest bardzo silny kontrast charakterów i to równoważy nasze stosunki. Polina jest bardzo spokojna i to mi pomaga, dlatego że ja...
Polina: Jestem bardzo niespokojny (śmieje się).
Jewgienij: Tak. Jestem bardzo niespokojny.
Сейчас прошло полтора года, и уже легче "пошло". Polina: Żenia to impulsywny partner, bardzo często zmienia mu się nastrój. Kiedy zostaliśmy parą, bardzo trudno było nam się „dotrzeć”, dlatego że tańczyliśmy jakoś inaczej. Z początku trochę nie rozumieliśmy siebie nawzajem w tańcu. Oczywiście wychodziła różnica w klasie i stylu tańca. Bardzo trudno było znaleźć wspólny język. Było trudno, dlatego że w życiu praktycznie się nie kłócimy. Wydaje mi się, w ogóle, rzadko tak się zdarza, żeby ludzie „zaczęli” ... i „poszło”. Teraz minęło półtora roku i już łatwiej „poszło”.
- Czy nie moglibyście opowiedzieć, jakimi widzicie siebie nawzajem – w tańcu i w życiu?
Jewgienij: W tańcu Polina dużo, a czasem zbyt dużo myśli głową. Oczywiście to dobry plus. Ale ja – jestem przeciwieństwem, staram się, odwrotnie, tańczyć poprzez odczucia, z muzyki. Czasem w porywie tańca trudno mi to prawidłowo donieść do Poliny. Nie zawsze mi to wychodzi, brakuje potrzebnych słów...Natomiast w życiu Polina oczywiście mnie bardzo uzupełnia, daje mi dużo emocji i uczuć.
Polina: W ogóle jestem najlepsza (śmieje się)
Jewgienij: Przecież nikt tego nie kwestionuje (śmieje się).
Polina: Mów, mów dalej, a ja będę słuchać (nie uspokaja się Polina – J.K.).
Jewgienij: Po prostu jestem takim człowiekiem: nigdy nie powiem parze na zajęciach, że coś jest dobrze. Nawet jeśli widzę, że parze lepiej wychodzi. Lepiej powiem: niewłaściwie. Dlatego że wierzę: że może być jeszcze lepiej. To nie jest zawsze dobrze, ale jestem taki, jaki jestem.
Jewgienij Smagin - Polina Kazaczenko (fot.: z prywatnego archiwum tancerzy)

- Polina, czym odpowiesz Żenia?
Polina: Nie zgadzam się z Żenią, wydaje mi się, że dużo myśli na treningach głową. Kiedy trenujemy, to nawet jeśli dobrze wychodzi, to obowiązkowo znajdzie coś i będziemy to analizować i siedzieć nas tym, aż „posiniejemy”. Wydaje mi się, że czasem przypatruje się nie tym rzeczom. Ale z drugiej strony to właśnie Żenia trenuje mnie najlepiej ze wszystkich. Nawet jeśli mówi nie tymi słowami, ale dochodzą one do mnie najlepiej ze wszystkiego.
Jewgienij: No, dzięki Bogu!
Polina: Zrobiłam duży krok w ciągu tego półtora roku, kiedy tańczymy. Oczywiście jest w tym duża zasługa Żenia.
- A jaki jest Żenia w życiu?
Polina: W życiu Żenia jest delikatny, wesoły. Spędzamy cały czas razem, choć mam takie wrażenie, że tak rzadko się widzimy. Ciągle mi go brakuje. Nie wiem dlaczego. Ale nigdy nie jest nam nudno. Żenia to wielostronny człowiek, pomaga mi się otworzyć.
- A jak spędzacie czas wolny?
Polina: Ja na przykład lubię czytać, lubię pójść do kina, spacerować, rozerwać się.
Jewgienij: Ja jestem wielkim miłośnikiem siedzenia w domu i po prostu nic nierobienia. Jestem peterburżaninem, ale proszę sobie wyobrazić, przed spotkaniem z Poliną ani razu nie byłem w kinie. Poważnie! Polina tak dużo otwiera dla mnie w rodzinnym mieście, że sam się nawet dziwię,
- Każde miasto ma swoją aurę. Jak się Wam wydaje, jak jest ona u Pitiera (Petersburga) i Moskwy?
Polina: Nie lubię Moskwy. Moskwa to specyficzne miasto, w którym, szczerze mówiąc, z pewnością nie mogłabym żyć. Moskwa to jakiś stres. Jakoś jest tam wszystko wielkie, nieprzytulne, wszyscy dokądś biegną. Mam wrażenie, że w Moskwie są zaledwie dwie klasy – ludzie zamożni i nie. U nas to rozwarstwienie, materialność jakoś nie jest tak odczuwalna, ludzie nie są tym tak zaabsorbowani. Życie płynie bez pośpiechu, rankami kawiarnie są pełne ludzi. Duże europejskie miasto, ale rosyjskie, jest takie jedno.
- A Anglia? Jaka jest tam mentalność?
Jewgienij: Ze swojego osobistego doświadczenia mogę powiedzieć tylko to, że Anglicy lubią żyć według zasad. Nie pójdą wbrew zasadom, jaką by absurdalną nie była ta decyzja. Są bardzo, bardzo oszczędni. Są tam zupełnie inne zasady życia: sok pomarańczowy pije się tylko na śniadanie i w żadnej innej porze doby, nie wolno zużywać zbyt dużo papieru toaletowego – nie jest to oszczędne i tak dalej.
- Jewgienij, ma Pan jakąś zadziwiającą historię z klasami?! W bazie FTSR (Federacja Tanecznego Sportu Rosji) do dziś ma Pan się klasę „A”!
Jewgienij: Mam klasę „A” i bardzo jestem z tego dumny. Podoba mi się to, trzeba się przecież czymś wyróżniać! W książce, co prawda, mam wpisaną klasę „S”, ale tak wyszło, że tańczę z „A”.
Polina: Ja mam „M”, Żeńka – „A”. Tak właśnie tańczymy. (śmieje się).
Jewgienij: Nawiasem mówiąc, to dobry przykład dla tych tancerzy, którzy uganiają się za klasami i punktami. Kiedy rozmawiam ze swoimi uczniami, to często im mówię: rozluźnijcie się, mam taką samą klasę jak wy, wszystko zdobyliście.
- Co według Was jest najważniejsze dla tancerza? Co Wam daje w życiu niezapomniane wrażenia, jeśli chcecie, szczęście?
Jewgienij: Najważniejsze dla tancerza to uznanie. Wszyscy chcą być mistrzami, ale nie wszyscy nimi zostają. Kiedy ludzie cię uznają za dobrego tancerza, to oczywiście cieszy to duszę, dopóki tańczysz i jest to dobre dla twojej pedagogicznej kariery. Niedawno zarejestrowałem się na facebook i często piszą do mnie różne osoby, opowiadają o swoich emocjach związanych z naszym tańcem, jest to bardzo, bardzo miłe.
Polina: Nieobowiązkowo trzeba być pierwszym, żeby być szczęśliwym tancerzem, ale myślę, że kiedy jesteś pierwszy, to te emocje się podwajają. Najbardziej zapamiętuje się to, co dzieje się z tobą na turnieju, w tańcu: kiedy dobrze tańczysz, kiedy czujesz się dobrze, kiedy reaguje na ciebie publiczność. Wszystkie składowe, wszystko razem – to niezapomniane odczucia. Być może to nie tyle jest szczęście, ile zadowolenie, jakaś pełnowartościowość. Z tego, co zrobiłeś i że ludziom się to podoba. Doniosłeś to i cię zrozumieli. Wydaje mi się, że to jest super.
- Jewgienij, ostatnie pytanie? Czego mógłby Pan życzyć naszym czytelnikom?
Jewgienij: Chciałbym życzyć wszystkim, by odnaleźli siebie, w pierwszej kolejności. Nie zwracać uwagi na to, co się dzieje wokoło, na wszystkie negatywne rzeczy. Mimo wszystko rzeczy pozytywne zawsze pozostaną z tobą, a negatywne trzeba odciąć. W ostatnim czasie w świecie tanecznym jest dużo rzeczy negatywnych i chcę życzyć tancerzom, żeby trenowali taniec dla siebie, dla partnerki, dla widzów. Jak się mówi „co posiejesz, to zbierzesz”. Wierzcie w taniec, wierzcie w siebie, wierzcie w rosyjską duszę, ona jest w nas najbogatsza. I co najważniejsze, aby ta dusza znalazła dla siebie miejsce i mogła się otworzyć. A przyszłość pokaże, za kim jest.
Żródło: www.dancesport.ru


