Dołącz do nas

Maria Tzaptashvili - „Jeszcze nie powiedziałam swojego najważniejszego słowa”

Marija Tzaptaszwiliimg_431s

Każdy jej gest, każde spojrzenie promieniuje życiową energię i optymizm. Stylowa, efektowna, wydaje się, że idzie przez życie lekko i naturalnie. Jednak za tą zewnętrzną lekkością nagle otwiera się energiczny charakter maksymalistki. Człowieka, który posiada rzadką sztukę – pozostawać samym sobą. Czarującą, szczerą, skomplikowaną…Mariją Tzaptaszwili.

Prehistoria


Marija Tzaptaszwili zaczęła tańczyć w wieku 11 lat w Omsku. Już po roku została brązową medalistką Russian Open w kategorii Juniorzy-1. I od tego czasu praktycznie nie schodzi z piedestału: w ciągu 10 lat nie było żadnego roku, kiedy nie uległby jej finał Mistrzostw Rosji.

Na pytanie – co pomogło jej w zrobieniu takiej zawrotnej kariery, odpowiada: szczęście i …dobre geny. W jej rodzinie „taniec” nigdy nie był po prostu słowem. Rodzice są solistami baletu Omskiego Państwowego Teatru Muzycznego, siostra – jest tancerką klasy „M”…

Jednak w dzieciństwie wielu przepowiadało Tzaptaszwili karierę modelki. Miała do tego nie tylko warunki (oprócz chyba wzrostu modelki: 168 cm), ale i możliwości (tata Marii to jeden z organizatorów omskiego konkursu piękności „Sowriemiennyj obraz” („Współczesny wizerunek”). Tym nie mniej Masza nie została modelką. Uprawiała tenis, pływanie, zajmowała się nawet sztuką ikebany, dopóki pewnego razu, będąc pod wrażeniem turnieju, na którym występowała starsza siostra, nie poprosiła rodziców, by zaprowadzili ją do studia tanecznego.

Rodzina potraktowała prośbę Maszy jak najpoważniej. Rodzice nie tylko zapraszali pedagogów do Omska, ale i sami naprawdę zaangażowali się w przygotowanie córki. Swoje fantastyczne rozciągnięcie Masza zawdzięcza właśnie tacie. Godzinami trenowała w jego klasie bez jakiegokolwiek pobłażania i nadziei na rodzicielską wyrozumiałość. „Zabraniano mi absolutnie wszystkiego” – opowiada Masza – „do teraz nie umiem jeździć na rowerze, dopiero w zeszłym roku założyłam rolki…”. Jednak prawie nie żałuje spartańskiego dzieciństwa: zbyt dobrze rozumie motywy rodziców: „Zawsze wiedziałam, że ta surowość pochodziła z wielkiej miłości”.

Dienis Kuzniecow i Marija Tzaptaszwili w tańcu

img_317W wieku 13 lat Masza została „deportowana” do Moskwy: „Rodzice powiedzieli mi po prostu: 1 sierpnia w „Russom kłubie” („Rosyjskim klubie”) zaczyna się zgrupowanie. 31 wylatujesz”. Pierwsze 3 lata w stolicy Masza spędziła z mamą. Jednak kiedy Masza skończyła 17 lat, mama musiała wrócić do Omska.

Nie patrząc na trudności, które na nią spadły, Masza była w stanie nie tylko zdobyć wykształcenie (instytut im. Natalii Niestierowej, specjalność: „pedagog-choreograf”), ale w wieku 18 lat została najmłodszą Mistrzynią Rosji w łacinie. Dienis Kuzniecow i Marija Tzaptaszwili utrzymywali pierwszeństwo w programie latynoamerykańskim w ciągu czterech lat, dopóki w 2006 roku ten duet taneczny się nie rozpadł. Partner Marii – Dienis otrzymał Ogólnorosyjską Kategorię Sędziowską. Marija na rok zniknęła z tanecznego nieboskłonu:

„To był rok wyciszenia. Wzięłam time-out, aby zrozumieć, czego chcę od życia. Momentem przełomowym był Russian Open 2007, na którym po raz pierwszy byłam po prostu widzem, Podczas ceremonii dekoracji nagle uświadomiłam sobie, że zostałam gdzieś za burtą. Było to bardzo ciężkie. Poszłam do szatni pogratulować tancerzom i po prostu się rozpłakałam. Wtedy zrozumiałam, że jeszcze nie powiedziałam swojego najważniejszego słowa w tańcu. Tak, mam dość silne obciążenie pedagogiczne w tygodniu: 30-40 godzin w tygodniu. Ale w wieku 23 lat chcę jeszcze zwyciężać. I dlatego tańczę”.

- Z kim? Nie uchylisz rąbka tajemnicy?

Marija: Moim partnerem jest Wołodia Karpow. Bardzo przyjemnie się z nim tańczy, dlatego że jest utalentowany, czuję w nim duże perspektywy. Jest bardzo charyzmatyczny, bardzo interesujący. Mam nadzieję, że nie przeczyta tego wywiadu? Kiedy próbowałam się z Wołodią, był przekonany, że powiem „nie”. A ja powiedziałam: po prostu nie wiesz, jaka jestem silna.

- Powrót - czy była to decyzja zrodzona w cierpieniu?

Marija: Kiedy rozstałam się z Dienisem, było wiele telefonów z całego świata. I wielu mówiło: „było mało ciebie, ciebie brakowało”. W mojej karierze było wszystko, ale okazała się bardzo krótka. Myślę, mam nadzieję, że nie jestem tą gwiazdą, która wypala się bardzo szybko.

- Masza, dlaczego rozstaliście się z Dienisem?

Marija: Teraz się kontaktujemy, ale ani ja, ani Dienis nie daje określonej odpowiedzi na pytanie, dlaczego się rozstaliśmy. Kiedy to się stało, codziennie poznawałam coraz to nowsze wersje naszego rozstania: nie interesuje mnie taniec, mam nowe życie osobiste, mam chore kolana…

Myślę, że lepiej przez rok pomilczeć niż powiedzieć ze złością coś, czego później będziesz się wstydzić. W rzeczywistości jestem bardzo wdzięczna Denisowi i jego rodzinie za to, że byli w moim życiu.

Zostałam tą Maszą Tzaptaszwili, która jest wszystkim znana, właśnie dzięki Dienisowi. Pozwolił mi być sobą. Słyszałam wiele krytycznych słów pod adresem Dienisa za to, że odszedł w cień, pokazując mnie. Ale to był bardzo męski czyn i zdecydował się na niego świadomie.

Oczywiście, początkowo przyczyna była nietaneczna. Łączyły mnie z Dienisem stosunki, które zakończyły się pół roku przed zakończeniem naszej kariery. To smutne, ale gdy kończą się stosunki osobiste, to z zasady prowadzi to do zejścia śmiertelnego także w tańcu…

Dienis Kuzniecow i Marija Tzaptaszwili – Mistrzowie Rosjiimg_319

- Dienis Kuzniecow już otrzymał kategorię sędziowską, a dlaczego ty jej nie dostałaś?

Marija: Nie udało mi się otrzymać kategorii sędziowskiej razem z Dienisem…Potem w rozmowie z Andriejem Szamszurowem okazało się, że jednak ją dostałam. Teraz zdecydowałam się wrócić na parkiet. Nie jako sędzia, ale jako tancerz. Myślę, że teraz otrzymanie kategorii sędziowskiej nastąpi dopiero po zakończeniu kariery tanecznej.

- Co ci dał taniec towarzyski oprócz tytułów?

Marija: W Omsku rosłam po prostu jak fiołek na oknie, chroniona przed wszystkimi niedolami. Ale Moskwa mnie wychowała. Taniec nauczył mnie dyscypliny, samoorganizacji, zahartował mój charakter i dał doświadczenie kontaktu z ludźmi. Jestem wdzięczna losowi za to, że miałam różnych partnerów. Dima (Dacko - przyp. red.) i Dienis byli dla mnie po prostu jak „czarne” i „białe” – tak przeciwstawni! Z jednym przetańczyłam trzy i pół roku, z drugim cztery i pół. Teraz nauczyłam się kontaktu ze wszystkimi. Myślę, że Wowa nie będzie wyjątkiem (śmieje się – przyp. red.).

(Nie można w to wątpić. Kiedy podczas wywiadu zadzwonił telefon od Wołodi Karpowa, Masza przemówiła głosem, który z łatwością mógłby roztopić wszystkie lody Antarktydy)
Jak byś sama obrysowała swój wizerunek na parkiecie?

Marija: Pumeczka (puma – duży zwinny kot z rodziny kotowatych). W ciągu całego okresu tańczenia z Dienisem miałam takie przezwisko. Tak nazywali mnie moi zagraniczni trenerzy.

- Masza, dlaczego jednak „pumeczka”?

Marija Tzaptaszwili – fantastyczna gibkość

Marija: Jestem dosyć „klasyczna” w swoim zewnętrznym wizerunku i dosyć abstrakcyjna w swoim myśleniu. I początkowo próbowaliśmy połączyć tę zewnętrzną „klasyczność” z określoną „dzikością”. To właśnie Dieniska popchnął mnie w kierunku tego wizerunku. I co najprzyjemniejsze, wielu widzi mnie właśnie tak, zauważając w mojej plastyce i miękkość, i agresywność.
img_318
Mieliśmy z Dienisem śmieszny wypadek. Po treningu poszliśmy na targ po owoce. Stoję i ciągnę Dienisa ze rękaw: „Dieniska, chcę tego pomidorka!”. A na ladzie rzeczywiście leży taki wspaniały „pomidorek” z Baku. Biorę tego pomidorka i zaczynam z nim „rozmawiać”: „Oj, jaki wspaniały pomidorek!”. Sprzedawczyni, która to wszystko obserwuje, zwraca się do Dienisa: „Oj, ale ona jest milutka! Po prostu myszka!”. Odwracam się do niej i mówię (zmienia ton na obrażono-poważny): „Nie jestem myszką, jestem pumą”. Tak więc w zasadzie już sama tak siebie odbieram.

- O twojej gibkości krążą legendy. Jak utrzymujesz taką formę?

Marija: Tata w dzieciństwie tak mocno mnie „ciągnął”, że już dziesięć lat nic nie robię, żeby zachować gibkość, a ona mimo wszystko nie zanika. Oczywiście, bardzo pomaga mi to w tańcu. W jive’ie z Dienisem mieliśmy takie gimnastyczne kręcenie. Kiedy zaczynaliśmy je tańczyć, to zazwyczaj wcześniej uprzedzaliśmy: proszę odejść dalej! Teraz będzie figura „szalona noga” (śmieje się)!

– Kto w ostatnim czasie ma na ciebie wpływ?

Marija: Moi ukochani trenerzy: Wiktor Nikowskij, Łarisa Dawydowa i Espen Salberg. Oni naprawdę czują mnie nie tylko w tańcu. Tak się złożyło, że co by się nie działo w moim życiu, Wiktor i Łara zawsze byli obok.

- Pomagają ci w wyborze kostiumów?

Marija: Oczywiście. Chcę także zaznaczyć, że wszystkie kostiumy pomagała mi tworzyć moja siostra, Lena. Teraz w wyborze wizerunku na parkiecie bardzo pomaga mi Espen Salberg.

Często krytykowano mnie z powodu kostiumów, mówiono, że jest to jakoś „too much”. Na Blackpool wyszłam w obcisłym kombinezonie, który tworzył efekt gołego ciała. Kiedy zobaczył to Wiktor Nikowskij, powiedział mi: „Masza, przykryj się! Jesteś goła” (śmieje się – przyp. red.)

Marija Tzaptaszwili – oryginalny kostium


W głębi duszy jestem romantykiem. Ale nie lubię romantycznych kolorów, chociaż bardzo mi pasują. Lubię radykalne kolory: czarny, biały, czerwony. Dążę do tego, aby moje kostiumy były jaskrawe, oryginalne i wyrażały moją indywidualność.

img_316


- Jak wyobrażasz sobie mężczyznę, który mógłby być obok ciebie?

Marija: Jeśli teraz miałabym wyliczyć wszystkie jego cechy, to nawet nie wiem… Boję się wszystkich nastraszyć (śmieje się). Oczywiście, chce się wszystkiego i od razu. Ale najważniejsze, żeby był dobrym i ukształtowanym człowiekiem, osobowością. Abym się w nim zakochała, na pewno musiałby być szarmancki. I obok niego powinnam czuć się pewnie, czuć się kobietą.

Zaczynać od pustej kartki to niełatwe zadanie. Szczególnie jeśli na poprzedniej kartce są same „piątki”. Mówi się, że „nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki”. Ale ona będzie umiała. Już nie raz to robiła.


Data: 25.12.07
Źródło: www.dancesport.ru

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

PDFDrukujEmail
czwartek, 11 marca 2010 13:14