Sergey Sourkov & Agnieszka Melnicka
Tancor.ru może się bez skromności przyznać, że jest szczęściarzem. Każdy wywiad z barwną parą Tancerzy, który przeprowadza i przedstawia Państwa uwadze, okazuje się być rozmową z barwnymi, unikalnymi i godnymi zachwytu Osobowościami. W takich duetach siła charakteru i dobroć, barwność i skromność, okresy niebagatelnych prób i uznanie światowej społeczności tanecznej idą ręka w rękę i tylko bezgranicznej miłości do tańca i nieśmiałemu stosunkowi do siebie nic się nie przeciwstawia. Doskonałym przykładem tego są Siergiej Surkow i Agnieszka!
Wywiad z Siergiejem przeprowadziliśmy jeszcze przed Blackpool, a z Agnieszką - po. Osobno zupełnie inaczej wyrażają myśli i odpowiadają na te same pytania, ale Najważniejsze i Wzajemne zawsze przeważa i dlatego czytanie wywiadu z nimi jest jeszcze ciekawsze…
Siergiej, opowiedz, proszę, jak układała się Twoja kariera taneczna? O ile nam wiadomo, były w niej dość trudne okresy i nawet zostawiałeś ćwiczenie tańca na jakiś czas. Jak byłeś w stanie wrócić i stworzyć parę z Melią?
Siergiej: Tak, przed wyjazdem był okres, kiedy nie tańczyłem. W zasadzie przez całe życie miałem szczęście z pedagogami. Miałem bardzo dobrych pedagogów, kiedy trenowałem w Moskwie – Wiktor Nikowskij i Łarisa Dawydowa, dwoje wspaniałych pedagogów. I oni pomogli mi znaleźć Melię. Tona – pedagog Meli, i Wiktor z Łarisą – moi pedagodzy, rozmawiali o tym i sama Melia była w Moskwie. Zaproponowali mi, żebym spróbował, Melia przyjechała, spróbowaliśmy, spodobało nam się razem i tak zacząłem znów swoją karierę.
Oczywiście był moment, kiedy wiele rzeczy nie wychodziło. Kiedy patrzysz na dorosłe pary, jest to bardzo trudny moment, gdy przechodzisz z Młodzieży do Amatorów i z Amatorów do Zawodowców. To jest zawsze bardzo trudne. Kiedy przeszedłem do Amatorów, dopiero co wygrałem Russian Open w 1997 roku wśród Młodzieży. I był to trudny moment: nie układało mi się z partnerką. I było wiele trudnych chwil, kiedy myślałem, że trzeba to rzucić, ponieważ przechodziłem przez taki wiek, kiedy nie jesteś już chłopcem, 18-20 lat, czujesz, że trzeba się zająć czymś konkretnym i robić w życiu coś „bardziej poważnego” i zająć się poważnymi rzeczami. I w tym momencie pojawiła się Melia.
…dlatego wszyscy mieli przełomowe chwile w życiu.
Czy wyjazd do obcego kraju (para reprezentuje Polskę, ale mieszka i trenuje w Anglii) okazał się dużo trudniejszy niż mogłeś się spodziewać? Co było nieoczekiwane, co najtrudniejsze?
Siergiej: W rzeczywistości wiele czynników. To znaczy oczywiście europejska mentalność jest zupełnie, absolutnie inna, inne jest podejście do ludzi, do pracy. Nie znałem języka, to znaczy Melia nie mówiła po rosyjsku, ja nie mówiłem po angielsku, dlatego nasze treningi odbywały się ze słownikiem. I oczywiście trudno było na samym początku i finansowo, i moralnie, ale pomału…
Zawsze podobała mi się Anglia, od pierwszej chwili, gdy do niej trafiłem. Dlatego i potem całym sercem się tam garnąłem. Naturalnie, kiedy zaczęliśmy z Melią tańczyć, tworzyć kompozycje, przygotowywać się do pierwszych turniejów, panował ogromny entuzjazm, była wielka chęć, dlatego nie zauważałem zewnętrznych negatywnych czynników, ponieważ celem był w zasadzie taniec.
Ile miałeś lat?
Siergiej: Wyjechałem w wieku 21 lat, czyli byłem wystarczająco dorosłym chłopakiem, ale wiatr w głowie pozostawał.
Mogłeś to uczynić samodzielnie, czy ktoś Ci pomagał?
Siergiej: Nie, w rzeczywistości Wiktor pomógł mi z pieniędzmi na bilet. Potem, z czasem zwróciłem mu je. Świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi i jestem mu wdzięczny za wiele rzeczy.
A rodzice Cię wspierali, radzili, żebyś się zgadzał, czy na odwrót, denerwowali się, odradzali?
Siergiej: Moi rodzice nigdy nie mieszali się do tańca, zawsze pozostawiali mi prawo decydowania. Nie mogli za mnie decydować, poza tym trudno było im doradzać, ponieważ „nie siedzieli w tańcu”, nie wiedzieli, z jakiego powodu i jak silnie to przeżywam. Naturalnie opowiadałem im wiele rzeczy, ale…Załóżmy, że moja dzisiejsza pozycja na chwilę obecną nic dla rodziców w zasadzie nie znaczy, ponieważ dla nich ważne jest to, że jestem ich synem, jestem dla nich ważny jako człowiek. A to, że zajmuję się ulubionym zajęciem, jest dla nich oczywiście miłe i są ze mnie dumni, ale mój tata zawsze mówił, żebym umiał sam dokonywać wyboru. Dlatego że nie mogę w zasadzie tego na kogoś przełożyć, dlatego że to będzie na koniec moja decyzja, właściwa czy niewłaściwa, ale moja.
Jaką radę mógłbyś dać „tamtemu” sobie i tancerzom, którzy znajdą się w analogicznej sytuacji?
Siergiej: Wiele rzeczy zmieniłbym nawet nie w tańcu, a w sobie, w swojej mentalności, dlatego że nie umiałem pracować normalnie, ćwiczyć, wiedzieć, czego chciałem. Ale być może musiałem przejść przez ten moment, aby osiągnąć określone wyniki. Dlatego myślę, że w życiu wszystko układa się w każdym wypadku prawidłowo, życie uczy. Oczywiście, bardzo wygodnie jest uczyć się na cudzych błędach, ale zawsze przychodzi uczyć się na swoich. Dlatego cieszę się, że były błędy, które mogłem poprawić i potem ich nie powtarzać. Oczywiście, do tej pory bardzo często popełniam błędy, ale …rada? Nawet nie wiem… Szczerze mówiąc, w każdym razie niczego bym nie zmienił w swoim życiu, dlatego że podobało mi się to, jak się wszystko ułożyło. Bardzo pomyślnie dla mnie.
Opowiedz, proszę, jak układały się relacje na początku partnerowania, jak się docieraliście?
Siergiej (śmieje się): O, nawiasem mówiąc, to był bardzo interesujący moment. Często się mówi, że gdy powstaje para, jest to jak miesiąc miodowy. W rzeczywistości u nas nie było tego „miesiąca miodowego”, ponieważ wszystko było bardzo sztywne i bardzo skomplikowane z powodu bariery językowej. Ale Melia od razu mi się spodobała i od początku bardzo się zaprzyjaźniliśmy. I kiedy zaczęliśmy razem tańczyć i zrozumieliśmy, że chcemy osiągnąć jedne i te same cele, zrobiło nam się znacznie lżej razem. Mamy wspólną pracę i, co najważniejsze, nieważne, jakie się zdarzają wypadki. To znaczy oczywiście, nie wszystko bywa pięknie i dobrze na treningach, i spędzamy razem 24 godziny na dobę. Dlatego bardzo miłym i wielkim zaskoczeniem było to, że my, już dorośli ludzie, znaleźliśmy możliwość, by rozumieć siebie nawzajem i czasami zamykać oczy na pewne rzeczy i coś przebaczać – wszystko po to, by osiągnąć nasz cel, razem. Dlatego że, w końcu, nie sam jeden wychodzę po prostu na parkiet, czy też moja partnerka, ale my – jako para. Dlatego jest dla nas bardzo ważne to, jak swoją parę prezentujemy.
Melia jest bardzo twardą osobą. Nie twardą, a…bardzo poważną osobą, ale jednocześnie bardzo dobrą i bardzo uczynną. I nauczyła mnie bardzo dużo, i w zasadzie jestem jej wdzięczny za bardzo wiele rzeczy, nie tylko za taniec, ale, co najważniejsze, za to, jak zmienić swoją mentalność, jak nauczyć się pracować prawidłowo i razem. Dlatego była dla mnie ogromnym przykładem i myślę, że ja dla niej także.
Czyli myślisz, że i Ty dla Meli byłeś raczej darem losu niż próbą?
Siergiej: Oczywiście, dużo lepiej będzie ją o to zapytać, bardzo trudno jest mi za nią odpowiadać. Ale myślę, że oboje w zasadzie bez siebie nie moglibyśmy wiele zrobić. Tak się złożyło, że jakby „pokryliśmy się” i oboje pobiliśmy swoje poprzednie rekordy, ponieważ tańczymy już razem 7 lat; właśnie 7 marca tyle minęło od tej chwili, gdy przyjechałem do Londynu i zaczęliśmy ćwiczyć. I jest to dosyć długi okres dla nas obojga. Mamy już takie wrażenie, że zawsze byliśmy razem.
Jakie są teraz stosunki między wami? Czy są to osobiste stosunki, poza parkietem?
Siergiej: Tak, jesteśmy parą, już dość długi czas, myślę, że gdzieś z pięć lat. I w zasadzie nie jest to tajemnica. I ponieważ spędzamy dużo czasu razem i spodobaliśmy się sobie po pewnym okresie partnerowania, jesteśmy teraz parą.
Jesteście taką barwną parą, zarówno partnerka, jak i partner. Z pewnością macie egzaltowanych wielbicieli. Jak się do nich odnosicie, nie jesteście o siebie zazdrośni? Zdarzają się jakieś „niepotrzebne” myśli?
Siergiej: Mówiąc szczerze, nie, ponieważ jesteśmy dość „przyziemnymi” i realistycznymi osobami. I po tym, jak przeszliśmy do Amatorów i zajęliśmy dość wysoką pozycję, nasz taniec stał się lepszy i nasze wyniki były wyższe – oczywiście wielbicieli przybyło. Strasznie lubimy wszystkich swoich wielbicieli. Kiedy jesteśmy na turnieju, jesteśmy bardzo skoncentrowani na tym, co robimy w naszym tańcu, dlatego zdjęcia i prezenty przyjmujemy bardzo często, ale nie było takiego bliskiego kontaktu z wielbicielami. Niedawno byliśmy w Japonii i jedna dziewczyna podarowała mi podkoszulek, na którym ręcznie wyszyła moje inicjały. Wielbiciele bardzo często dają prezenty, jest to strasznie miłe i bardzo się cieszymy, że nas wspierają, śledzą nasz taniec, a naszym stosunkom absolutnie nie przeszkadzają. Dlatego że jeśli oni kochają – to kochają parę. Nie myślę, aby kochali indywidualności, ponieważ nie znają nas jako indywidualności. Myślę, że kochają nasz taniec, to, co robimy razem. Nie było nigdy możliwości porozmawiania z nimi i dowiedzenia się, co im się bardziej podoba. Ale zazdrości w stosunku do nich absolutnie u nas nie ma.
Siergiej, powiedziałeś, że niczego nie żałujesz i cenisz wiele z tego, czego mogłeś nauczyć się na swojej drodze. Ale mimo wszystko, czy jest coś, co Twoim zdaniem przeoczyłeś w tańcu i czego nie będziesz już mógł zrealizować?
Siergiej: Nie, absolutnie. Myślę, że jeszcze wszystko przede mną i jest jeszcze wiele rzeczy, których mogę się nauczyć. I każda możliwość nauczenia się czegokolwiek szalenie mnie cieszy. I to, czego, nawiasem mówiąc, nauczyła mnie Melia. Ona od początku była taką osobą, uczyła się wszystkiego i od wszystkich. I nieważne, czy był to prosty człowiek z ulicy czy tancerz. Uczymy się nawet wtedy, kiedy uczymy swoich studentów.
Czy były w Twojej karierze tanecznej wypadki, za które było Ci potem wstyd przed partnerką, trenerem?
Siergiej: (nie od razu odpowiada): Bardzo często, ale znów czegoś mnie to uczyło. Zawsze wszystko odbieram dość pozytywnie. Ponieważ my tancerze jesteśmy ludźmi twórczymi i oczywiście emocje często się w nas burzą, i możemy czasami zachować się niezbyt dobrze. Dlatego myślę, że każdy miał w życiu takie niezręczne sytuacje. Szczerze mówiąc, nie mogę przypomnieć sobie konkretnych, ale naturalnie było wiele momentów z mojej strony i można powiedzieć, że jestem skomplikowanym człowiekiem, jak mówi Melia, emocjonalnym i dlatego ze mną także nie jest łatwo.
A masz tabu, którego nigdy nie naruszysz?
Siergiej: Mam i jest ich w rzeczywistości wiele. Bardzo ważna jest dla mnie uczciwość, bardzo ważne jest dla mnie oddanie i honor też jest bardzo ważny.
Takie najlepsze męskie cechy…
Siergiej: Powiedziałbym, że tak, ponieważ zawsze chciałem być prawdziwym Mężczyzną dla prawdziwej Kobiety.
Mógłbyś powiedzieć - Jestem Supermanem?
Siergiej: Jeszcze nie, ale chciałbym być (śmieje się). Na pewno nie jestem Supermanem, ale strasznie chciałbym nim być, wiele moich problemów by się wtedy rozwiązało.
A propos, o problemach: całkiem niedawno odbyły się Mistrzostwa Europy wśród Zawodowców. Dlaczego nie mogliście tam wystąpić?
Siergiej: Miałem po prostu kontuzję. Zbliża się wielki turniej – Blackpool i wielki honor przypadł nam w tym roku: wygłosimy wykład na kongresie Blackpool. To nasz pierwszy wykład, dlatego jest on dla nas bardzo bardzo ważny i musimy się bardzo dobrze przygotować. Oprócz tego tańczymy show przed wykładem, które obiecaliśmy w ubiegłym roku i nie możemy zrezygnować. I oczywiście wiele uwagi wymaga sam turniej. Ze swoją kontuzją mogę się pchać na turnieje, ale wtedy nie będę mógł się przygotować. To znaczy będę mógł, ale chciałbym zostawić więcej sił, pozwolić swojej stopie odpocząć, aby kontynuować występy na ważniejszych turniejach. I nie mówię, że Mistrzostwa Europy są mniej ważne, ale dla nas Blackpool jest szczególnie ważny.
Jaki będziecie mieć wykład?
Siergiej: Kongres nazywa się “It takes two” i będziemy wykładać paso doble.
Opowiedz proszę o tym, jak sami trenujecie i kim są wasi pedagodzy.
Siergiej: Kiedy przeszliśmy do Zawodowców, to był to taki… przełomowy moment dla nas, ponieważ zdecydowaliśmy się wtedy na 6 miesięcy bez konkursów i bez lekcji. Zadzwoniliśmy do wszystkich pedagogów, z którymi ćwiczymy, powiedzieliśmy, że przeznaczamy ten czas na to, żeby przygotować się do Zawodowców. Sami stworzyliśmy swoje kompozycje, sami zrobiliśmy to, co w zasadzie chcieliśmy pokazać na parkiecie. I udało nam się to. I nasi pedagodzy byli absolutnie szczęśliwi, i zrozumieliśmy, że bardzo często możemy sami robić [pewne] rzeczy i myśleć sami za siebie. Naturalnie, pedagodzy są dla nas ogromną pomocą. I naszym głównym pedagogiem, który nas, można powiedzieć, wychował, kiedy stworzyliśmy parę jest Tone Nyhagen. Naszym pedagogiem jest jeszcze Donnie Burns, niedawno zaczęliśmy ćwiczyć z Hansem Galke i strasznie podoba nam się to, co on nam daje.
Jak odbywają się treningi, z czego się składają? Krążą słuchy, że macie jakieś swoje sztuczki w rodzaju bardzo wolnego studiowania schematów…
Siergiej: W rzeczywistości uważam, że ludzie po prostu wyolbrzymiają wiele rzeczy. To znów o tym, co powiedziałem - kiedy przechodziliśmy do Zawodowców, postanowiliśmy sami budować swój taniec, jak go widzimy i jakim go chcemy mieć. I nasi pedagodzy absolutnie się z tym zgadzają i pomagają nam w tym, co było dla nas najważniejsze. I sekretu w zasadzie w tańcu nie ma, jedyne – to ciężka, ciężka praca i bardzo dużo praktyki, poprzez „nie chcę”, i kiedy ci niewygodnie, kiedy się zmęczyłeś i kiedy boli, i tylko w taki sposób można osiągnąć jakiś cel.
Dużo dużo praktyki to 3,4,5,7 godzin?
Siergiej: Jak najwięcej, na ile czas pozwala, dlatego że oczywiście mamy przeloty i wiele zaproszeń. I im więcej czasu mamy w studiu, tym więcej czasu tam spędzamy. Udało nam się także ze studiem, z tym, że mamy możliwość trenowania w Londynie tyle, ile mamy czasu. Nigdy nie mamy ograniczeń, dlatego im więcej jesteśmy w studiu, tym oczywiście bardziej wydajnie rozwija się nasz taniec.
A z takim przepełnionym grafikiem często udaje się bywać w Rosji?
Siergiej: Niezbyt często, tylko albo na konkursach, albo żeby odwiedzić swoich rodziców. W zasadzie nie ma dla nas pracy w Rosji, ponieważ jest tu bardzo bogaty wybór pedagogów, jest tu bardzo bardzo dużo dobrych i swoich, i zagranicznych [pedagogów], dlatego nie jesteśmy tu zbyt często. Byliśmy tylko na Mistrzostwach Świata, na Pucharze Kremla, dlatego następnym razem, kiedy tylko nas zaproszą, z przyjemnością rozpatrzymy oferty i w miarę możliwości przyjedziemy.
Uwaga: Siergiej zostawił administracji strony swoje dane kontaktowe, po które mogą się zgłosić chętni w sprawie zorganizowania seminariów i występów jego i Melii.
Siergiej, czy zawsze jesteście zadowoleni ze swoich wyników z punktu widzenia obiektywności sędziowania? Jak ogólnie odnoszą się do was sędziowie?
Siergiej: Sędziowie są różni. Nigdy w całości nie kwestionujemy oceny sędziów, ponieważ nie należy to do naszych kompetencji. Myślę, że jest rzeczą absolutnie niewłaściwą dla pary zwracać uwagę na to, jakie oceny postawili ci czy inni sędziowie. Jeśli to tylko nie są twoi pedagodzy i sami potem ci o wszystkim opowiedzą. Dlatego nigdy nie poddawaliśmy w wątpliwość i nie ocenialiśmy zdania sędziów, nie okazywaliśmy, nie pytaliśmy. Dla nas bardzo ważny był zawsze taniec, nasz taniec razem i to jest to, co nas w zasadzie porusza. Mój tata zawsze mówił: jeśli będziesz lepszy, ocenią cię. Jeśli z jakiegoś powodu nie oceniają nas wyżej, być może tak, jak tego chcielibyśmy, wszystko, co musimy zrobić, to po prostu stać się lepsi.
Ja na przykład napotkałam opinię Stanisława Grigorjewicza Popowa po ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, kiedy powiedział, że sędziowie na tyle skoncentrowali się na walce Malitowskiego i Krikliwego, że wam jednoznacznie oddali 3. miejsce, a według niego moglibyście albo nawet powinniście byli zająć miejsce wyżej. Czy sami nie macie takiego wrażenia, kiedy wiecie, że zatańczyliście dziś bardzo dobry taniec, a on został niedoceniony?
Siergiej (odpowiada po przerwie): Są oczywiście takie czynniki, emocjonalne. Bardzo miło, że Stanisław Grigorjewicz to powiedział, ale myślę, że w porównaniu z Krikliwym i Malitowskim my jako para zawodowa jesteśmy dość młodzi, dlatego kiedy wyszliśmy, sędziowie jeszcze nie do końca wiedzieli, co i jak. Dlatego że Malitowski już dość długo tańczy w Zawodowcach, tak samo jak Sławik i z poprzednią partnerką, i z Leną, a my byliśmy młodymi Zawodowcami. Oczywiście, zawsze się staramy, dla mnie zawsze jest jedno miejsce – pierwsze! Dlatego dopóki nie zdobędę tego miejsca, nie będę zadowolony. To jest to, do czego dążymy z Melią, ponieważ nic innego oprócz pierwszego miejsca dla nas nie istnieje, mimo wszystko chcemy być mistrzami świata. I dokładamy wszelkich starań po to, aby to zrobić, a uda się czy się nie uda – zobaczymy w przyszłości, ponieważ ze swojej strony możemy tylko z Melią dołożyć wszelkich starań do naszego tańca, aby zrobić go lepszym, aby nas zaczęto porównywać.
A oprócz życzenia, dążenia, pracowitości jest jeszcze coś, co już z definicji odróżnia waszą parę w lepszą stronę, czyni ją silniejszą?
Siergiej: Strasznie lubimy dawać ludziom emocje i kiedy ludzie odbierają nasz taniec nie po prostu jako ruch, a otrzymują z tego jakieś emocje. I oddzielnym czynnikiem jest to, że jesteśmy parą, że jest nas dwoje i że tańczymy razem.
Czyli uważasz, że związek poza parkietem całkowicie daje przewagę tancerzom?
Siergiej: Myślę, że tak, ponieważ mamy w końcu taniec w parach, a nie pojedyncze współzawodnictwo i nie równoległe, a partnera z partnerką. Taniec towarzyski zawsze był w parach, mężczyzna i kobieta tańczyli na parkiecie. I dlatego myślę, że powinno być to obecne, ponieważ jest to nasza generalna dyscyplina. Gdyby było to robione w jakiś inny sposób, jak rock’n’roll, przypuśćmy, gdzie są pewne akrobatyczne ruchy, wszystko byłoby zupełnie inaczej. A ponieważ tańczymy Amerykę Łacińską i tańce standardowe też zawsze obejmują mężczyznę i kobietę, tańczących ze sobą – to jest w zasadzie to, co zawsze się ludziom podoba.
A oprócz wspomnianej „linii generalnej” ćwiczycie jeszcze jakieś rodzaje tańców, powiedzmy, dla przyjemności? Pozostaje wam choćby trochę czasu wolnego i jak go spędzacie?
Siergiej: Bardzo interesujemy się absolutnie różnymi tańcami. Ćwiczymy i balet, i flamenco, ja w zasadzie spróbowałem bardzo dużo, tańczyłem i salsę, i merengue, i wszystkie te latynoamerykańskie tańce społeczne. To znaczy udało mi się. I w Londynie można znaleźć bardzo dużo różnych warsztatów, to na tyle internacjonalne miasto, że mamy tam ćwiczenia z klasyki i z flamenco. Dlatego strasznie chce się spróbować wielu rzeczy, ale bardzo często nie ma czasu.
Dlatego, kiedy zostaje nam czas wolny, staramy się odpoczywać. Melia lubi czytać, ja lubię piłkę nożną, choć nieczęsto udaje mi się ją oglądać.
Być może na koniec naszej rozmowy mógłbyś czegoś życzyć rosyjskim tancerzom? Podpowiesz sekret sukcesu?
Siergiej (po długiej przerwie): Nawet nie wiem, co powiedzieć, szczerze. Sekretów nie ma. Donnie Burns mówił, że ludzie zawsze myśleli, że jego mistrzostwo, to, co osiągnął, zawierało jakiś sekret. A Donnie mówił, że ten sekret zawsze był przed oczami – on po prostu ćwiczył dwa razy więcej niż wszyscy pozostali. I myślę, że zostało to absolutnie prawidłowo i wspaniale powiedziane. A ja bym im życzył, żeby tancerze nie zapominali o tym, że są tancerzami i że nie jesteśmy tylko sportowcami, ale także artystami. Aby próbowali tworzyć jako para, razem coś więcej niż po prostu zestaw figur, dlatego że teraz bardzo często we współczesnym tańcu ludzie myślą bardziej sportowymi kategoriami. A ja myślę, że „stara” łacina, wielu mistrzów, jak Bryan Watson, Donnie Burns, Allan Tornsberg, Hans Galke, których ludzie pamiętają – tworzyli razem z partnerkami rzeczy, tworzyli taniec, swój, sami. Myślę, że jest to bardzo ważne. Zanim dziecko nauczy się chodzić, zaczyna pełzać, nigdy nie zaczyna biegać od razu. Technika, mechanika – to wzór, jak nauczyć się ruszać, a to, że jesteśmy artystami, myślę, że jest bardzo ważne, dlatego że powinniśmy tworzyć taniec. Według siebie.
Melia, cześć!
Pierwsze pytanie, które chcielibyśmy Ci zadać, dotyczy Twojego imienia. Od czego pochodzi „Melia”? Jest to krótka forma imienia, nazwiska czy też coś w rodzaju twojej marki w tańcu? Kto i jak zazwyczaj się do Ciebie zwraca i jakie imię sama wolisz?
Melia: „Melia” tworzy się od mojego nazwiska. Wielu ludzi ma problemy z wymówieniem mojego imienia – Agnieszka Anna i Richard Porter jako pierwszy zaczął mnie nazywać Melią. Zrobiło się to na tyle popularne, że w rzeczywistości większość ludzi zna mnie pod tym imieniem.
Dlaczego 7 lat temu przyjechałaś szukać partnera do Rosji? I dlaczego wybrałaś właśnie Siergieja?
Melia: Odpowiedź na to jest bardzo prosta – wierzę, że najlepszymi tancerzami na świecie są Rosjanie, dlatego decyzja o poszukiwaniu partnera w Rosji była dość oczywista. Spotkaliśmy się dzięki Wiktorowi Nikowskiemu i Tone Nyhagen, i zawsze będę im za to wdzięczna.
Z jakimi niespodziankami się zderzyłaś, gdy stworzyłaś z nim parę? Co w charakterze, nawykach Siergieja najbardziej Cię zdziwiło?
Melia: Myślę, że jak we wszystkich wybitnych parach oboje musieliśmy adaptować się do siebie i w czymś ustąpić. Oboje mamy silne charaktery i na początku nie było łatwo, ale oboje wiedzieliśmy od samego początku, że chcemy, żeby z naszej pracy coś wyszło. Ale szczególnych niespodzianek ze strony Siergieja nie było, od razu zrozumiałam, jaki jest uparty, cha, cha!
Jak myślisz, częściej bywasz prezentem czy próbą dla partnera? I co możesz o nim powiedzieć?
Melia: Siergiej jest najlepszym partnerem, jakiego mogłabym sobie życzyć. Uzupełniamy się wzajemnie i nigdy nie zrobiłabym bez niego tego, co mogłam z nim. To, że jest w moim życiu, to najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam.
Wolisz ustępować partnerowi czy być z nim na równi?
Melia: Jesteśmy równi w swoim partnerstwie, ale na parkiecie liderem jest on.
Jakie relacje wiążą Cię z trenerem Toną? Jest po prostu Twoim pedagogiem, Twoim przyjacielem czy jest to coś więcej?
Melia: Tona była naszym głównym nauczycielem, opiekunem od samego początku naszego partnerowania, bez niej nie moglibyśmy osiągnąć swojego sukcesu. Jest naszą siłą, naszym pedagogiem i wielkim przyjacielem.
Kogo uważasz za przykład wspaniałych, wzbudzających zachwyt tancerzy?
Melia: Zawsze byłam wielbicielką Donnie i Gaynor (Donnie Burns i Gaynor Fairweather) i Allana Tornsberga ze wszystkimi jego partnerkami, szczególnie Vibeke Toft. Stworzyli niepowtarzalne chwile na parkiecie i byli najlepszymi przedstawicielami prawdziwych tańców latynoamerykańskich.
Czy sędziowie są zawsze sprawiedliwi w stosunku do waszej pary?
Melia: Nie mogę tego komentować. Nasza dyscyplina jest bardzo subiektywna i sędziowie muszą dokonywać swojego wyboru.
Jakich chwil w swojej karierze tanecznej nigdy nie zapomnisz?
Melia: Kilka razy, kiedy tańczyliśmy swoje numery show rumby, zmusiliśmy ludzi do płaczu...Być zdolnym, by pokazać komuś znacznie więcej niż taniec, pokazać, że twoja historia jest najlepszym uczuciem na świecie...bardzo nam się poszczęściło, że kilka razy tego doświadczyliśmy.
Co czyni Cię silną osobowością?
Melia: Siergiej.
Masz jakiekolwiek tabu?
Melia: Nie.
Czy uważasz się za seksowną kobietę w życiu codziennym? Czy jakoś Ci to pomaga?
Melia: Nie mogę powiedzieć, pomaga czy nie, ale jestem seksowną kobietą, jestem taka, jaka jestem.
Jakie są Twoje marzenia i cele w „poza-tanecznym” życiu? Macie zamiar się pobrać, mieć dzieci? Kiedy to się może zdarzyć?
Melia: Moje życie to moje tańce, to moja pierwsza miłość. Proszę mi zadać to pytanie za 10 lat, kiedy moje życie się zmieni, i tylko wtedy będę gotowa odpowiedzieć. A dziś taniec to jedyne, czym codziennie oddycham.
Siergiej często mówi dużo ciepłych, szczerych słów pod Twoim adresem. A jaki jest najlepszy komplement i najlepszy prezent, jaki Ci kiedykolwiek zrobił?
Melia: Uczynił mnie tą kobietą i tą tancerką, którą jestem, nie mogłabym prosić o coś ponad to.
Czego mogłabyś życzyć młodym rosyjskim tancerzom?
Melia: Oni nie potrzebują moich rad, to najlepsi tancerze na świecie, uwielbiam ich!
Wywiad z Siergiejem przeprowadziliśmy jeszcze przed Blackpool, a z Agnieszką - po. Osobno zupełnie inaczej wyrażają myśli i odpowiadają na te same pytania, ale Najważniejsze i Wzajemne zawsze przeważa i dlatego czytanie wywiadu z nimi jest jeszcze ciekawsze…
Siergiej, opowiedz, proszę, jak układała się Twoja kariera taneczna? O ile nam wiadomo, były w niej dość trudne okresy i nawet zostawiałeś ćwiczenie tańca na jakiś czas. Jak byłeś w stanie wrócić i stworzyć parę z Melią?
Siergiej: Tak, przed wyjazdem był okres, kiedy nie tańczyłem. W zasadzie przez całe życie miałem szczęście z pedagogami. Miałem bardzo dobrych pedagogów, kiedy trenowałem w Moskwie – Wiktor Nikowskij i Łarisa Dawydowa, dwoje wspaniałych pedagogów. I oni pomogli mi znaleźć Melię. Tona – pedagog Meli, i Wiktor z Łarisą – moi pedagodzy, rozmawiali o tym i sama Melia była w Moskwie. Zaproponowali mi, żebym spróbował, Melia przyjechała, spróbowaliśmy, spodobało nam się razem i tak zacząłem znów swoją karierę.
Oczywiście był moment, kiedy wiele rzeczy nie wychodziło. Kiedy patrzysz na dorosłe pary, jest to bardzo trudny moment, gdy przechodzisz z Młodzieży do Amatorów i z Amatorów do Zawodowców. To jest zawsze bardzo trudne. Kiedy przeszedłem do Amatorów, dopiero co wygrałem Russian Open w 1997 roku wśród Młodzieży. I był to trudny moment: nie układało mi się z partnerką. I było wiele trudnych chwil, kiedy myślałem, że trzeba to rzucić, ponieważ przechodziłem przez taki wiek, kiedy nie jesteś już chłopcem, 18-20 lat, czujesz, że trzeba się zająć czymś konkretnym i robić w życiu coś „bardziej poważnego” i zająć się poważnymi rzeczami. I w tym momencie pojawiła się Melia.
…dlatego wszyscy mieli przełomowe chwile w życiu.
Czy wyjazd do obcego kraju (para reprezentuje Polskę, ale mieszka i trenuje w Anglii) okazał się dużo trudniejszy niż mogłeś się spodziewać? Co było nieoczekiwane, co najtrudniejsze?
Siergiej: W rzeczywistości wiele czynników. To znaczy oczywiście europejska mentalność jest zupełnie, absolutnie inna, inne jest podejście do ludzi, do pracy. Nie znałem języka, to znaczy Melia nie mówiła po rosyjsku, ja nie mówiłem po angielsku, dlatego nasze treningi odbywały się ze słownikiem. I oczywiście trudno było na samym początku i finansowo, i moralnie, ale pomału…
Zawsze podobała mi się Anglia, od pierwszej chwili, gdy do niej trafiłem. Dlatego i potem całym sercem się tam garnąłem. Naturalnie, kiedy zaczęliśmy z Melią tańczyć, tworzyć kompozycje, przygotowywać się do pierwszych turniejów, panował ogromny entuzjazm, była wielka chęć, dlatego nie zauważałem zewnętrznych negatywnych czynników, ponieważ celem był w zasadzie taniec.
Ile miałeś lat?
Siergiej: Wyjechałem w wieku 21 lat, czyli byłem wystarczająco dorosłym chłopakiem, ale wiatr w głowie pozostawał.
Mogłeś to uczynić samodzielnie, czy ktoś Ci pomagał?
Siergiej: Nie, w rzeczywistości Wiktor pomógł mi z pieniędzmi na bilet. Potem, z czasem zwróciłem mu je. Świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi i jestem mu wdzięczny za wiele rzeczy.
A rodzice Cię wspierali, radzili, żebyś się zgadzał, czy na odwrót, denerwowali się, odradzali?
Siergiej: Moi rodzice nigdy nie mieszali się do tańca, zawsze pozostawiali mi prawo decydowania. Nie mogli za mnie decydować, poza tym trudno było im doradzać, ponieważ „nie siedzieli w tańcu”, nie wiedzieli, z jakiego powodu i jak silnie to przeżywam. Naturalnie opowiadałem im wiele rzeczy, ale…Załóżmy, że moja dzisiejsza pozycja na chwilę obecną nic dla rodziców w zasadzie nie znaczy, ponieważ dla nich ważne jest to, że jestem ich synem, jestem dla nich ważny jako człowiek. A to, że zajmuję się ulubionym zajęciem, jest dla nich oczywiście miłe i są ze mnie dumni, ale mój tata zawsze mówił, żebym umiał sam dokonywać wyboru. Dlatego że nie mogę w zasadzie tego na kogoś przełożyć, dlatego że to będzie na koniec moja decyzja, właściwa czy niewłaściwa, ale moja.
Jaką radę mógłbyś dać „tamtemu” sobie i tancerzom, którzy znajdą się w analogicznej sytuacji?
Siergiej: Wiele rzeczy zmieniłbym nawet nie w tańcu, a w sobie, w swojej mentalności, dlatego że nie umiałem pracować normalnie, ćwiczyć, wiedzieć, czego chciałem. Ale być może musiałem przejść przez ten moment, aby osiągnąć określone wyniki. Dlatego myślę, że w życiu wszystko układa się w każdym wypadku prawidłowo, życie uczy. Oczywiście, bardzo wygodnie jest uczyć się na cudzych błędach, ale zawsze przychodzi uczyć się na swoich. Dlatego cieszę się, że były błędy, które mogłem poprawić i potem ich nie powtarzać. Oczywiście, do tej pory bardzo często popełniam błędy, ale …rada? Nawet nie wiem… Szczerze mówiąc, w każdym razie niczego bym nie zmienił w swoim życiu, dlatego że podobało mi się to, jak się wszystko ułożyło. Bardzo pomyślnie dla mnie.
Opowiedz, proszę, jak układały się relacje na początku partnerowania, jak się docieraliście?
Siergiej (śmieje się): O, nawiasem mówiąc, to był bardzo interesujący moment. Często się mówi, że gdy powstaje para, jest to jak miesiąc miodowy. W rzeczywistości u nas nie było tego „miesiąca miodowego”, ponieważ wszystko było bardzo sztywne i bardzo skomplikowane z powodu bariery językowej. Ale Melia od razu mi się spodobała i od początku bardzo się zaprzyjaźniliśmy. I kiedy zaczęliśmy razem tańczyć i zrozumieliśmy, że chcemy osiągnąć jedne i te same cele, zrobiło nam się znacznie lżej razem. Mamy wspólną pracę i, co najważniejsze, nieważne, jakie się zdarzają wypadki. To znaczy oczywiście, nie wszystko bywa pięknie i dobrze na treningach, i spędzamy razem 24 godziny na dobę. Dlatego bardzo miłym i wielkim zaskoczeniem było to, że my, już dorośli ludzie, znaleźliśmy możliwość, by rozumieć siebie nawzajem i czasami zamykać oczy na pewne rzeczy i coś przebaczać – wszystko po to, by osiągnąć nasz cel, razem. Dlatego że, w końcu, nie sam jeden wychodzę po prostu na parkiet, czy też moja partnerka, ale my – jako para. Dlatego jest dla nas bardzo ważne to, jak swoją parę prezentujemy.
Melia jest bardzo twardą osobą. Nie twardą, a…bardzo poważną osobą, ale jednocześnie bardzo dobrą i bardzo uczynną. I nauczyła mnie bardzo dużo, i w zasadzie jestem jej wdzięczny za bardzo wiele rzeczy, nie tylko za taniec, ale, co najważniejsze, za to, jak zmienić swoją mentalność, jak nauczyć się pracować prawidłowo i razem. Dlatego była dla mnie ogromnym przykładem i myślę, że ja dla niej także.
Czyli myślisz, że i Ty dla Meli byłeś raczej darem losu niż próbą?
Siergiej: Oczywiście, dużo lepiej będzie ją o to zapytać, bardzo trudno jest mi za nią odpowiadać. Ale myślę, że oboje w zasadzie bez siebie nie moglibyśmy wiele zrobić. Tak się złożyło, że jakby „pokryliśmy się” i oboje pobiliśmy swoje poprzednie rekordy, ponieważ tańczymy już razem 7 lat; właśnie 7 marca tyle minęło od tej chwili, gdy przyjechałem do Londynu i zaczęliśmy ćwiczyć. I jest to dosyć długi okres dla nas obojga. Mamy już takie wrażenie, że zawsze byliśmy razem.
Jakie są teraz stosunki między wami? Czy są to osobiste stosunki, poza parkietem?
Siergiej: Tak, jesteśmy parą, już dość długi czas, myślę, że gdzieś z pięć lat. I w zasadzie nie jest to tajemnica. I ponieważ spędzamy dużo czasu razem i spodobaliśmy się sobie po pewnym okresie partnerowania, jesteśmy teraz parą.
Jesteście taką barwną parą, zarówno partnerka, jak i partner. Z pewnością macie egzaltowanych wielbicieli. Jak się do nich odnosicie, nie jesteście o siebie zazdrośni? Zdarzają się jakieś „niepotrzebne” myśli?
Siergiej: Mówiąc szczerze, nie, ponieważ jesteśmy dość „przyziemnymi” i realistycznymi osobami. I po tym, jak przeszliśmy do Amatorów i zajęliśmy dość wysoką pozycję, nasz taniec stał się lepszy i nasze wyniki były wyższe – oczywiście wielbicieli przybyło. Strasznie lubimy wszystkich swoich wielbicieli. Kiedy jesteśmy na turnieju, jesteśmy bardzo skoncentrowani na tym, co robimy w naszym tańcu, dlatego zdjęcia i prezenty przyjmujemy bardzo często, ale nie było takiego bliskiego kontaktu z wielbicielami. Niedawno byliśmy w Japonii i jedna dziewczyna podarowała mi podkoszulek, na którym ręcznie wyszyła moje inicjały. Wielbiciele bardzo często dają prezenty, jest to strasznie miłe i bardzo się cieszymy, że nas wspierają, śledzą nasz taniec, a naszym stosunkom absolutnie nie przeszkadzają. Dlatego że jeśli oni kochają – to kochają parę. Nie myślę, aby kochali indywidualności, ponieważ nie znają nas jako indywidualności. Myślę, że kochają nasz taniec, to, co robimy razem. Nie było nigdy możliwości porozmawiania z nimi i dowiedzenia się, co im się bardziej podoba. Ale zazdrości w stosunku do nich absolutnie u nas nie ma.
Siergiej, powiedziałeś, że niczego nie żałujesz i cenisz wiele z tego, czego mogłeś nauczyć się na swojej drodze. Ale mimo wszystko, czy jest coś, co Twoim zdaniem przeoczyłeś w tańcu i czego nie będziesz już mógł zrealizować?
Siergiej: Nie, absolutnie. Myślę, że jeszcze wszystko przede mną i jest jeszcze wiele rzeczy, których mogę się nauczyć. I każda możliwość nauczenia się czegokolwiek szalenie mnie cieszy. I to, czego, nawiasem mówiąc, nauczyła mnie Melia. Ona od początku była taką osobą, uczyła się wszystkiego i od wszystkich. I nieważne, czy był to prosty człowiek z ulicy czy tancerz. Uczymy się nawet wtedy, kiedy uczymy swoich studentów.
Czy były w Twojej karierze tanecznej wypadki, za które było Ci potem wstyd przed partnerką, trenerem?
Siergiej: (nie od razu odpowiada): Bardzo często, ale znów czegoś mnie to uczyło. Zawsze wszystko odbieram dość pozytywnie. Ponieważ my tancerze jesteśmy ludźmi twórczymi i oczywiście emocje często się w nas burzą, i możemy czasami zachować się niezbyt dobrze. Dlatego myślę, że każdy miał w życiu takie niezręczne sytuacje. Szczerze mówiąc, nie mogę przypomnieć sobie konkretnych, ale naturalnie było wiele momentów z mojej strony i można powiedzieć, że jestem skomplikowanym człowiekiem, jak mówi Melia, emocjonalnym i dlatego ze mną także nie jest łatwo.
A masz tabu, którego nigdy nie naruszysz?
Siergiej: Mam i jest ich w rzeczywistości wiele. Bardzo ważna jest dla mnie uczciwość, bardzo ważne jest dla mnie oddanie i honor też jest bardzo ważny.
Takie najlepsze męskie cechy…
Siergiej: Powiedziałbym, że tak, ponieważ zawsze chciałem być prawdziwym Mężczyzną dla prawdziwej Kobiety.
Mógłbyś powiedzieć - Jestem Supermanem?
Siergiej: Jeszcze nie, ale chciałbym być (śmieje się). Na pewno nie jestem Supermanem, ale strasznie chciałbym nim być, wiele moich problemów by się wtedy rozwiązało.
A propos, o problemach: całkiem niedawno odbyły się Mistrzostwa Europy wśród Zawodowców. Dlaczego nie mogliście tam wystąpić?
Siergiej: Miałem po prostu kontuzję. Zbliża się wielki turniej – Blackpool i wielki honor przypadł nam w tym roku: wygłosimy wykład na kongresie Blackpool. To nasz pierwszy wykład, dlatego jest on dla nas bardzo bardzo ważny i musimy się bardzo dobrze przygotować. Oprócz tego tańczymy show przed wykładem, które obiecaliśmy w ubiegłym roku i nie możemy zrezygnować. I oczywiście wiele uwagi wymaga sam turniej. Ze swoją kontuzją mogę się pchać na turnieje, ale wtedy nie będę mógł się przygotować. To znaczy będę mógł, ale chciałbym zostawić więcej sił, pozwolić swojej stopie odpocząć, aby kontynuować występy na ważniejszych turniejach. I nie mówię, że Mistrzostwa Europy są mniej ważne, ale dla nas Blackpool jest szczególnie ważny.
Jaki będziecie mieć wykład?
Siergiej: Kongres nazywa się “It takes two” i będziemy wykładać paso doble.
Opowiedz proszę o tym, jak sami trenujecie i kim są wasi pedagodzy.
Siergiej: Kiedy przeszliśmy do Zawodowców, to był to taki… przełomowy moment dla nas, ponieważ zdecydowaliśmy się wtedy na 6 miesięcy bez konkursów i bez lekcji. Zadzwoniliśmy do wszystkich pedagogów, z którymi ćwiczymy, powiedzieliśmy, że przeznaczamy ten czas na to, żeby przygotować się do Zawodowców. Sami stworzyliśmy swoje kompozycje, sami zrobiliśmy to, co w zasadzie chcieliśmy pokazać na parkiecie. I udało nam się to. I nasi pedagodzy byli absolutnie szczęśliwi, i zrozumieliśmy, że bardzo często możemy sami robić [pewne] rzeczy i myśleć sami za siebie. Naturalnie, pedagodzy są dla nas ogromną pomocą. I naszym głównym pedagogiem, który nas, można powiedzieć, wychował, kiedy stworzyliśmy parę jest Tone Nyhagen. Naszym pedagogiem jest jeszcze Donnie Burns, niedawno zaczęliśmy ćwiczyć z Hansem Galke i strasznie podoba nam się to, co on nam daje.
Jak odbywają się treningi, z czego się składają? Krążą słuchy, że macie jakieś swoje sztuczki w rodzaju bardzo wolnego studiowania schematów…
Siergiej: W rzeczywistości uważam, że ludzie po prostu wyolbrzymiają wiele rzeczy. To znów o tym, co powiedziałem - kiedy przechodziliśmy do Zawodowców, postanowiliśmy sami budować swój taniec, jak go widzimy i jakim go chcemy mieć. I nasi pedagodzy absolutnie się z tym zgadzają i pomagają nam w tym, co było dla nas najważniejsze. I sekretu w zasadzie w tańcu nie ma, jedyne – to ciężka, ciężka praca i bardzo dużo praktyki, poprzez „nie chcę”, i kiedy ci niewygodnie, kiedy się zmęczyłeś i kiedy boli, i tylko w taki sposób można osiągnąć jakiś cel.
Dużo dużo praktyki to 3,4,5,7 godzin?
Siergiej: Jak najwięcej, na ile czas pozwala, dlatego że oczywiście mamy przeloty i wiele zaproszeń. I im więcej czasu mamy w studiu, tym więcej czasu tam spędzamy. Udało nam się także ze studiem, z tym, że mamy możliwość trenowania w Londynie tyle, ile mamy czasu. Nigdy nie mamy ograniczeń, dlatego im więcej jesteśmy w studiu, tym oczywiście bardziej wydajnie rozwija się nasz taniec.
A z takim przepełnionym grafikiem często udaje się bywać w Rosji?
Siergiej: Niezbyt często, tylko albo na konkursach, albo żeby odwiedzić swoich rodziców. W zasadzie nie ma dla nas pracy w Rosji, ponieważ jest tu bardzo bogaty wybór pedagogów, jest tu bardzo bardzo dużo dobrych i swoich, i zagranicznych [pedagogów], dlatego nie jesteśmy tu zbyt często. Byliśmy tylko na Mistrzostwach Świata, na Pucharze Kremla, dlatego następnym razem, kiedy tylko nas zaproszą, z przyjemnością rozpatrzymy oferty i w miarę możliwości przyjedziemy.
Uwaga: Siergiej zostawił administracji strony swoje dane kontaktowe, po które mogą się zgłosić chętni w sprawie zorganizowania seminariów i występów jego i Melii.
Siergiej, czy zawsze jesteście zadowoleni ze swoich wyników z punktu widzenia obiektywności sędziowania? Jak ogólnie odnoszą się do was sędziowie?
Siergiej: Sędziowie są różni. Nigdy w całości nie kwestionujemy oceny sędziów, ponieważ nie należy to do naszych kompetencji. Myślę, że jest rzeczą absolutnie niewłaściwą dla pary zwracać uwagę na to, jakie oceny postawili ci czy inni sędziowie. Jeśli to tylko nie są twoi pedagodzy i sami potem ci o wszystkim opowiedzą. Dlatego nigdy nie poddawaliśmy w wątpliwość i nie ocenialiśmy zdania sędziów, nie okazywaliśmy, nie pytaliśmy. Dla nas bardzo ważny był zawsze taniec, nasz taniec razem i to jest to, co nas w zasadzie porusza. Mój tata zawsze mówił: jeśli będziesz lepszy, ocenią cię. Jeśli z jakiegoś powodu nie oceniają nas wyżej, być może tak, jak tego chcielibyśmy, wszystko, co musimy zrobić, to po prostu stać się lepsi.
Ja na przykład napotkałam opinię Stanisława Grigorjewicza Popowa po ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, kiedy powiedział, że sędziowie na tyle skoncentrowali się na walce Malitowskiego i Krikliwego, że wam jednoznacznie oddali 3. miejsce, a według niego moglibyście albo nawet powinniście byli zająć miejsce wyżej. Czy sami nie macie takiego wrażenia, kiedy wiecie, że zatańczyliście dziś bardzo dobry taniec, a on został niedoceniony?
Siergiej (odpowiada po przerwie): Są oczywiście takie czynniki, emocjonalne. Bardzo miło, że Stanisław Grigorjewicz to powiedział, ale myślę, że w porównaniu z Krikliwym i Malitowskim my jako para zawodowa jesteśmy dość młodzi, dlatego kiedy wyszliśmy, sędziowie jeszcze nie do końca wiedzieli, co i jak. Dlatego że Malitowski już dość długo tańczy w Zawodowcach, tak samo jak Sławik i z poprzednią partnerką, i z Leną, a my byliśmy młodymi Zawodowcami. Oczywiście, zawsze się staramy, dla mnie zawsze jest jedno miejsce – pierwsze! Dlatego dopóki nie zdobędę tego miejsca, nie będę zadowolony. To jest to, do czego dążymy z Melią, ponieważ nic innego oprócz pierwszego miejsca dla nas nie istnieje, mimo wszystko chcemy być mistrzami świata. I dokładamy wszelkich starań po to, aby to zrobić, a uda się czy się nie uda – zobaczymy w przyszłości, ponieważ ze swojej strony możemy tylko z Melią dołożyć wszelkich starań do naszego tańca, aby zrobić go lepszym, aby nas zaczęto porównywać.
A oprócz życzenia, dążenia, pracowitości jest jeszcze coś, co już z definicji odróżnia waszą parę w lepszą stronę, czyni ją silniejszą?
Siergiej: Strasznie lubimy dawać ludziom emocje i kiedy ludzie odbierają nasz taniec nie po prostu jako ruch, a otrzymują z tego jakieś emocje. I oddzielnym czynnikiem jest to, że jesteśmy parą, że jest nas dwoje i że tańczymy razem.
Czyli uważasz, że związek poza parkietem całkowicie daje przewagę tancerzom?
Siergiej: Myślę, że tak, ponieważ mamy w końcu taniec w parach, a nie pojedyncze współzawodnictwo i nie równoległe, a partnera z partnerką. Taniec towarzyski zawsze był w parach, mężczyzna i kobieta tańczyli na parkiecie. I dlatego myślę, że powinno być to obecne, ponieważ jest to nasza generalna dyscyplina. Gdyby było to robione w jakiś inny sposób, jak rock’n’roll, przypuśćmy, gdzie są pewne akrobatyczne ruchy, wszystko byłoby zupełnie inaczej. A ponieważ tańczymy Amerykę Łacińską i tańce standardowe też zawsze obejmują mężczyznę i kobietę, tańczących ze sobą – to jest w zasadzie to, co zawsze się ludziom podoba.
A oprócz wspomnianej „linii generalnej” ćwiczycie jeszcze jakieś rodzaje tańców, powiedzmy, dla przyjemności? Pozostaje wam choćby trochę czasu wolnego i jak go spędzacie?
Siergiej: Bardzo interesujemy się absolutnie różnymi tańcami. Ćwiczymy i balet, i flamenco, ja w zasadzie spróbowałem bardzo dużo, tańczyłem i salsę, i merengue, i wszystkie te latynoamerykańskie tańce społeczne. To znaczy udało mi się. I w Londynie można znaleźć bardzo dużo różnych warsztatów, to na tyle internacjonalne miasto, że mamy tam ćwiczenia z klasyki i z flamenco. Dlatego strasznie chce się spróbować wielu rzeczy, ale bardzo często nie ma czasu.
Dlatego, kiedy zostaje nam czas wolny, staramy się odpoczywać. Melia lubi czytać, ja lubię piłkę nożną, choć nieczęsto udaje mi się ją oglądać.
Być może na koniec naszej rozmowy mógłbyś czegoś życzyć rosyjskim tancerzom? Podpowiesz sekret sukcesu?
Siergiej (po długiej przerwie): Nawet nie wiem, co powiedzieć, szczerze. Sekretów nie ma. Donnie Burns mówił, że ludzie zawsze myśleli, że jego mistrzostwo, to, co osiągnął, zawierało jakiś sekret. A Donnie mówił, że ten sekret zawsze był przed oczami – on po prostu ćwiczył dwa razy więcej niż wszyscy pozostali. I myślę, że zostało to absolutnie prawidłowo i wspaniale powiedziane. A ja bym im życzył, żeby tancerze nie zapominali o tym, że są tancerzami i że nie jesteśmy tylko sportowcami, ale także artystami. Aby próbowali tworzyć jako para, razem coś więcej niż po prostu zestaw figur, dlatego że teraz bardzo często we współczesnym tańcu ludzie myślą bardziej sportowymi kategoriami. A ja myślę, że „stara” łacina, wielu mistrzów, jak Bryan Watson, Donnie Burns, Allan Tornsberg, Hans Galke, których ludzie pamiętają – tworzyli razem z partnerkami rzeczy, tworzyli taniec, swój, sami. Myślę, że jest to bardzo ważne. Zanim dziecko nauczy się chodzić, zaczyna pełzać, nigdy nie zaczyna biegać od razu. Technika, mechanika – to wzór, jak nauczyć się ruszać, a to, że jesteśmy artystami, myślę, że jest bardzo ważne, dlatego że powinniśmy tworzyć taniec. Według siebie.
Melia, cześć!
Pierwsze pytanie, które chcielibyśmy Ci zadać, dotyczy Twojego imienia. Od czego pochodzi „Melia”? Jest to krótka forma imienia, nazwiska czy też coś w rodzaju twojej marki w tańcu? Kto i jak zazwyczaj się do Ciebie zwraca i jakie imię sama wolisz?
Melia: „Melia” tworzy się od mojego nazwiska. Wielu ludzi ma problemy z wymówieniem mojego imienia – Agnieszka Anna i Richard Porter jako pierwszy zaczął mnie nazywać Melią. Zrobiło się to na tyle popularne, że w rzeczywistości większość ludzi zna mnie pod tym imieniem.
Dlaczego 7 lat temu przyjechałaś szukać partnera do Rosji? I dlaczego wybrałaś właśnie Siergieja?
Melia: Odpowiedź na to jest bardzo prosta – wierzę, że najlepszymi tancerzami na świecie są Rosjanie, dlatego decyzja o poszukiwaniu partnera w Rosji była dość oczywista. Spotkaliśmy się dzięki Wiktorowi Nikowskiemu i Tone Nyhagen, i zawsze będę im za to wdzięczna.
Z jakimi niespodziankami się zderzyłaś, gdy stworzyłaś z nim parę? Co w charakterze, nawykach Siergieja najbardziej Cię zdziwiło?
Melia: Myślę, że jak we wszystkich wybitnych parach oboje musieliśmy adaptować się do siebie i w czymś ustąpić. Oboje mamy silne charaktery i na początku nie było łatwo, ale oboje wiedzieliśmy od samego początku, że chcemy, żeby z naszej pracy coś wyszło. Ale szczególnych niespodzianek ze strony Siergieja nie było, od razu zrozumiałam, jaki jest uparty, cha, cha!
Jak myślisz, częściej bywasz prezentem czy próbą dla partnera? I co możesz o nim powiedzieć?
Melia: Siergiej jest najlepszym partnerem, jakiego mogłabym sobie życzyć. Uzupełniamy się wzajemnie i nigdy nie zrobiłabym bez niego tego, co mogłam z nim. To, że jest w moim życiu, to najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam.
Wolisz ustępować partnerowi czy być z nim na równi?
Melia: Jesteśmy równi w swoim partnerstwie, ale na parkiecie liderem jest on.
Jakie relacje wiążą Cię z trenerem Toną? Jest po prostu Twoim pedagogiem, Twoim przyjacielem czy jest to coś więcej?
Melia: Tona była naszym głównym nauczycielem, opiekunem od samego początku naszego partnerowania, bez niej nie moglibyśmy osiągnąć swojego sukcesu. Jest naszą siłą, naszym pedagogiem i wielkim przyjacielem.
Kogo uważasz za przykład wspaniałych, wzbudzających zachwyt tancerzy?
Melia: Zawsze byłam wielbicielką Donnie i Gaynor (Donnie Burns i Gaynor Fairweather) i Allana Tornsberga ze wszystkimi jego partnerkami, szczególnie Vibeke Toft. Stworzyli niepowtarzalne chwile na parkiecie i byli najlepszymi przedstawicielami prawdziwych tańców latynoamerykańskich.
Czy sędziowie są zawsze sprawiedliwi w stosunku do waszej pary?
Melia: Nie mogę tego komentować. Nasza dyscyplina jest bardzo subiektywna i sędziowie muszą dokonywać swojego wyboru.
Jakich chwil w swojej karierze tanecznej nigdy nie zapomnisz?
Melia: Kilka razy, kiedy tańczyliśmy swoje numery show rumby, zmusiliśmy ludzi do płaczu...Być zdolnym, by pokazać komuś znacznie więcej niż taniec, pokazać, że twoja historia jest najlepszym uczuciem na świecie...bardzo nam się poszczęściło, że kilka razy tego doświadczyliśmy.
Co czyni Cię silną osobowością?
Melia: Siergiej.
Masz jakiekolwiek tabu?
Melia: Nie.
Czy uważasz się za seksowną kobietę w życiu codziennym? Czy jakoś Ci to pomaga?
Melia: Nie mogę powiedzieć, pomaga czy nie, ale jestem seksowną kobietą, jestem taka, jaka jestem.
Jakie są Twoje marzenia i cele w „poza-tanecznym” życiu? Macie zamiar się pobrać, mieć dzieci? Kiedy to się może zdarzyć?
Melia: Moje życie to moje tańce, to moja pierwsza miłość. Proszę mi zadać to pytanie za 10 lat, kiedy moje życie się zmieni, i tylko wtedy będę gotowa odpowiedzieć. A dziś taniec to jedyne, czym codziennie oddycham.
Siergiej często mówi dużo ciepłych, szczerych słów pod Twoim adresem. A jaki jest najlepszy komplement i najlepszy prezent, jaki Ci kiedykolwiek zrobił?
Melia: Uczynił mnie tą kobietą i tą tancerką, którą jestem, nie mogłabym prosić o coś ponad to.
Czego mogłabyś życzyć młodym rosyjskim tancerzom?
Melia: Oni nie potrzebują moich rad, to najlepsi tancerze na świecie, uwielbiam ich!
Data: 16.07.2008
Źródło: http://tancor.ru/blog/interview/1174.html
Źródło: http://tancor.ru/blog/interview/1174.html


